Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2015

Czas powrotu .... do szarej rzeczywstości


Lato definitywnie zakończone, czas urlopów także. Pozostały wspomnienia. Kończę więc relację z naszej wakacyjnej podróży i wracam do reżimu szkoły i tematu remontów, czyli szarej (deszczowej) rzeczywistości.

Ciągle myślę jednak o planowaniu kolejnych wyjazdów. Czy w przyszłym roku będzie to Bułgaria? – wątpię, bo choć chętnie bym tam wróciła, to póki co sytuacja na granicach UE nie wygląda dobrze. Być może do kolejnych wakacji sytuacja się unormuje ale póki co trzeba chyba pomyśleć o inny  kierunku. Nie biorę pod uwagę spędzenia urlopu w którymś z państw muzułmańskich, choć uważam że jest tam najlepszy stosunek ceny do świadczonej jakości usług turystycznych oraz mnóstwo bardzo ciekawych miejsc do zobaczenia. Uwielbiam spędzać wakacje w Turcji, tym razem jednak nie planuję tam podróży. Wolę unikać potencjalnych zagrożeń, zwłaszcza, że podróżuję z dziećmi.

Nie koniecznie chciałabym też jechać na urlop nad Bałtyk, bo choć kocham nasze morze to uważam, że pobyt nad nim w sezonie jest mocno przewartościowany, zwłaszcza gdy pogoda nie jest dla turystów tak łaskawa jak w tym roku. Do wyboru pozostaje nie zbyt wiele – kraje UE – drogie i zatłoczone. Będę musiała wiec pójść na jakiś kompromis. Na razie powoli się rozglądam i  szukam czegoś co przykuje moją uwagę – bo jak w słowach piosenki kabaretu OTTO: „jeszcze tylko: październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec i… WAKACJE, znów będą WAKACJE!”

I jeszcze kilka już ostatnich migawek - jak było w tym roku ....



Bułgaria - Morze Czarne



Bułgaria - Morze Czarne




Bułgaria - Morze Czarne






sobota, 10 października 2015

Rumunia – obalamy mity

Rumunia całkowicie mnie zaskoczyła. Zaskoczyła mnie pozytywnie. Moje wyobrażenie o tym kraju, oparte na opowieściach z lat 80 okazało się całkowicie fałszywe. Nie widać tu biedy, ani obozów, w których koczują ludzie czy żebrzących przy drodze dzieci.  Z wszystkich opowieści o Rumunii tylko jedno się nie zmieniło – psy chodzące gromadnie przy drogach (zwłaszcza w mniejszych miejscowościach). Poza tym Rumunia to od 2007 członek UE i wyraźnie widać tu europejskie standardy (zdecydowaniem bardziej niż w Bułgarii).

 
Rumunia góry

Przekroczenie granicy Bułgarii z Rumunią nie nastawiło mnie pozytywnie do tego kraju.  Przejazd przez zrujnowany most (obecnie remontowany) nie wróżył nic dobrego. Tymczasem po przejechaniu granicy zobaczyłam nowe drogi, zadbane domy, ład i porządek. W czasie naszego dwudniowego przejazdu przez Rumunię tylko raz widziałam dzikie obozowisko – czyżby wszyscy żebrzący stąd wyjechali?

Sklepy jak u nas –  wszystkie znane sieciówki, samochody – jak u nas a może nawet lepsze, domy – jak u nas – te starsze odnowione, nowobudowane – nowoczesne. Generalnie standard życia jak w Polsce. Drogi też jak u nas  – tj. fragmenty dobrych, nowych autostrad, i te starsze, często lokalne drogi, gdzie dopadają nas dziury i korki.  

W Rumunii są świetne, klimatyczne restauracje w których można dobrze zjeść. W miejscach nastawionych na turystów jest wiele hoteli i pensjonatów a oferowane noclegi są naprawdę na wysokim poziomie. My nocowaliśmy w okolicy Predeal, nocleg znaleziony na booking.com – Vila Turistica Ciresarii. Standard pokoju świetny z dostępem do kuchni, internetu i możliwością zaparkowania samochodu na podwórku. Pani właścicielka bardzo miła i doskonale mówiąca po angielsku.  


 
Rumunia Trasa Transfogarska
W Rumunii są fantastyczne miejsca zarówno pod względem architektury jak i krajobrazu, dlatego uważam, że jest krajem bardzo atrakcyjnym turystycznie, zwłaszcza da tych, którzy preferują aktywny wypoczynek. Z jednej strony są tam  fantastyczne góry, w tym jedyna w swoim rodzaju trasa Tarnsforgarską (opis tu), z drugiej znajdziemy tam piaszczyste plaże nad ciepłym morzem. Po drodze czeka nas wiele interesujących miast i miasteczek.  Urokliwe miejsca, piękne budowle i zamki (opis tu), w tym te w których rezydował legendarny Dracula (opis tu) oraz wysoki standard usług sprawiają, że wakacje w Rumunii stanowią naprawdę świetną propozycję. 

Rumunia zamek Draculi w Bran

Rumunia zamek w Sinaia

niedziela, 4 października 2015

Rumunia – zamek Peleş i Pelişor - Sinaia

Pierwszym punktem naszej krótkiej podróży po Rumunii  była Sinaia. Oficjalnie znajdują się tam dwa zamki Peles i Pelisor, nieoficjalnie wiele innych ciekawych zabudowań i piękne ogrody.  

Sinaia - zamek Peles

Sinaia - zamek Pelisor

Sama Sinaia to górska miejscowość -  uzdrowisko i ośrodek narciarski. Miejsce to nazywane jest „Perłą Karpat” i warte jest tego określenia. Miejscowość piękna, zadbana, z pięknie odrestaurowanymi starymi budynkami. Miejsce w którym zadbano o każdy szczegół. Nasze stolica Tatr zostaje daleko w tyle. Niestety nie mieliśmy czasu by niej pospacerować ale myślę, że warto. W tym miejscu można też wyjechać kolejką linową na szczyty Karpat.

Zamki Peles i Pelisor znajdują się na wzgórzu, na polanie w lesie, przy Aleea Pelesuluni. Są tam dwa parkingi ale by na nie wjechać trzeba uiścić opłatę 10 lej. Niestety nie można płacić ani w euro ani kartą. Nie mieliśmy lokalnej waluty musieliśmy więc wrócić do miasteczka do bankomatu i tu niestety był problem z parkowaniem (mało bezpłatnych miejsc). Gdy w końcu udało się wypłacić pieniądze okazało się, ze minęła godz. 17.00 i wjazd na teren zamku jest bezpłatny.  Zaparkowaliśmy na parkingu położonym obok restauracji (wyższym) i dalej poszliśmy piechotą (lekko pod górę).

Z założenia nie mieliśmy zwiedzać muzeum, które jest w zamku,  więc nie wiem ile kosztuje wejście ani co można tam zobaczyć. Na pewno jednak warto przejść się po tym terenie. Spacer zajmie ok godziny ale warto zostać tam dłużej.

Zamek Peles zbudowany został w latach 1873-1883 i jest podobno najnowocześniejszym zamkiem w Europie (jest w nim podobno centralne ogrzewanie, kino i tajemne przejścia). Powstał z inicjatywy pierwszego króla Rumunii Karola I, którego był letnią rezydencją. Zbudowany został w stylu niemieckiego renesansu. Przepych i bogactwo ozdób stanowią o jego popularności. Często porównywany jest do szwajcarskich pałacyków. Bardziej przypomina bajkowy niż tradycyjny zamek.  

Sinaia - zamek Peles
Do budowy i urządzenia zamku Peles król Karol I zatrudnił architektów europejskich. Przy jego budowie pracowało ponad 400 ludzi z około 15 krajów. Przez całe życie król udoskonalał i poprawiał swoje dzieło. W efekcie powstał obiekt będący mieszaniną stylów architektonicznych. Znajdziemy tam elementy inspirowane nawet starożytnością.  I choć znawcy sztuki mogli by się obruszyć na to pomieszanie epok, to dla przeciętnego turysty zamek wart jest zobaczenia. Precyzja i bogactwo detali oraz piękne otoczenie lasów i gór tworzą niesamowity efekt. 

Sinaia - zamek Peles  

Sinaia - zamek Peles
 
W ogrodach obok zamku Peles znajduje się skromniejszy zamek Pelisor. Zbudowany został jako prywatna rezydencja króla Ferdynanda w stylu pseudo średniowiecznym.  Tak jak wspominałam jest tam wiele innych zabudowań, których detale i wykończenia przyciągają uwagę – bramy wjazdowe, wieża zegarowa, hotel. Warto więc przespacerować się po całym terenie, bo zarówno ogrody jak i budowle są w tym miejscu niezwykłe. Spacer trzeba jednak zakończyć prze 18.00. Wtedy zamykane są ogrody. Strażnicy konsekwentnie wypraszają turystów z terenu zamkowego.

Sinaia - opuszczony hotel przy zamku Peles
Sinaia - zabudowania przy zamku Peles
 Z uwag ogólnych – w kierunku wejścia  do zamku Peles jest bankomat. Wchodząc na teren zamkowy (od strony parkingu) są kramy z pamiątkami. Przy parkingu górnym jest restauracja i hotel. Coś zjeść można też już na terenie zamkowym w jednym z zabudowań poniżej samego zamku. Nie kupowaliśmy tam nic z ani nie jedliśmy więc nie mogę powiedzieć jak kształtują się tam ceny, przelicznik dla waluty rumuńskiej do złotówki trzeba liczyć 1:1
Sinaia - zabudowania obok zamku Peles

Sinaia - zamek Peles
 
Sinaia - zamek Peles

piątek, 11 września 2015

Bułgaria – plaże i wybrzeże


Może z tym co napisze ktoś się nie zgodzi, uważam jednak, że w Bułgarii nie ma co zwiedzać. Poza starożytnym miastem Nessebar i  najstarszym miastem bułgarskiego wybrzeża - Sozopolem, nie ma tu większych atrakcji turystycznych. Nawet biura podroży na siłę próbują znaleźć tematy na wycieczki fakultatywne - obok wieczoru bułgarskiego proponują jeep safari w górach, czy rejs statkiem po rzece Ropotamo lub morzu a i tak chyba najciekawsza z ich oferty jest wycieczka do Istambułu. Bułgaria w stosunku do sąsiadującej Turcji w zakresie zabytków i atrakcji turystycznych niewiele może nam zaoferować.

Ciekawe są na pewno cerkwie często z zabytkowymi ikonami, ale jadąc do Bułgarii należy się raczej nastawić na podziwianie piękna wybrzeża niż architektury. Największą atrakcją Bułgarii są właśnie plaże i morze. Jadąc wzdłuż wybrzeża odnajdujemy piękne zakątki ale również poznajemy warunki życia, które zasadniczo różnią się od tych w kurortach. Bułgaria oferuje nam głównie wypoczynek nad morzem w fantastycznych warunkach – ciepłej wody, delikatnego piasku i gorącego słońca. 

Bułgaria  cerkiew nad Morzem Czarnym

Przejechaliśmy fragment wybrzeża Bułgarii od Burgas w kierunku południowym i widzieliśmy wiele urokliwych miejsc. Wybrzeże Bułgarii jest piękne. Są to  większe i mniejsze zatoczki. Niektóre skaliste inne piaszczyste. Piaszczyste plaże mają ciemny piasek i dużo muszelek. Przy wejściu do wody nie ma kamieni (w porównaniu do Bałtyku), chyba że wchodzimy do wody  bezpośrednio przy skałach. Morze jest niezwykle ciepłe a w miejscu w którym byliśmy długo było płytkie więc bezpieczne dla dzieci.

Pierwszy raz widziałam tu olbrzymie meduzy. Gdy morze wyrzucało je na brzeg ratownicy zbierali je do worków. Na płytkiej wodzie, gdzie kąpali się ludzie nie było ich wiele i były atrakcją ale po wypłynięciu poza boje np. rowerkiem wodnym było ich dużo i można było podziwiać ich piękne kolory. Nurkując w morzu z maską można było podziwiać kraby, rybki zwłaszcza blisko skalnych brzegów porośniętych roślinnością można było spotkać ciekawe okazy (a nie było tam wcale głęboko!)

Meduza w Morzu Czarnym



Krab - Morze Czarne

Na plaży obnośni handlarze sprzedają głównie gotowaną kukurydzę (po 2 lewy), funkcjonują tam też beach bary, w których można coś zjeść. Na większych plażach są wypożyczalnie sprzętu wodnego . Oferują wypożyczenie rowerków czy jazdę na bananie za 10-15 lewa.  Można też popływać na windsurfingu (było całkiem sporo miłośników tego sportu), ale wykupienie lekcji nie jest tanie-  150 lewów za godzinę.  
 
Bułgaria windsurfing
 
Plaże w Bułgarii teoretycznie są publiczne, niestety duże ich powierzchnie są rezerwowane przez  hotele, które ustawiają tam swoje leżaki i parasolki. Jest to dla mnie dziwna sytuacja, bo goście hotelowi płacą za parasolki i leżaki na plaży hotelowej nawet opcji „all inclusive”. Czasami obsługa hotelowa próbuje przeganiać innych plażowiczów rozkładających się przed strefą wyznaczoną dla hotelu (bliżej morza) choć moim zdaniem nie mają do tego prawa.  Zawsze można jednak znaleźć miejsce w strefie publicznej, nawet blisko morza. Można też wykupić leżak i parasolkę w płatnej strefie publicznej - komplet 2 leżaków i parasola to koszt 10 lewów.

W większości przypadków plaże są strzeżone i ratownicy bardzo pilnują kąpiących się zwłaszcza gdy pojawiają się fale. Same plaże różnią się od siebie dlatego warto je zobaczyć i wybrać tą najodpowiedniejszą dla siebie. Oprócz piaszczystych plaż jest wiele skalistych zatoczek, które również znajdują swoich amatorów.

Bułgaria - zatoczka

czwartek, 3 września 2015

Bułgaria – powrót do przeszłości

Nasz urlop w Bułgarii  spędziliśmy w małym nadmorskim miasteczku. W przeciwieństwie do dużych ośrodków turystycznych (Słoneczny Brzeg, Złote Piaski), w których panuje europejska atmosfera, małe miasteczko żyje swoim rytmem. Ludzie na stołeczkach przed domami obserwują  co się dzieje wokół. Turyści nie są tu priorytetem, rzadko gdzie można tu porozmawiać po angielsku, często menu w restauracjach jest napisane tylko cyrylicą. 

Czas jakby się tu zatrzymał. W większości przypadków budynki z zewnątrz są zaniedbane i wszędzie można spotkać pomniki radzickich żołnierzy. Wpływ UE widać na  nowych placach zabawach,  alejkach spacerowych czy drogach, ale reszta pozostaje tu od lat bez zmian.

Bułgaria pomnik

Co raz większe ilości turystów wymuszają pewne zmiany jedynie w rejonie plaż – nowe wydzielone miejsca z parasolkami, nowe beach bary, wypożyczalnie sprzętu do sportów wodnych ale samo miasteczko mimo, że w sezonie zarabia na turystach nie daje im tego odczuć. Nie proponuje zbyt wielu atrakcji – standardowo kramy na deptaku (niestety przeważnie z chińszczyzną, bardzo trudno znaleźć oryginalną pamiątkę), wesołe miasteczko i restauracje które zamykają się ok 23.00. Osobiście nie narzekam, wręcz powiem że mi to dopowiada – brak nagabywania ze strony sprzedających czy ograniczona ilość atrakcji dla dzieci uważam za duży plus.

Wspominałam już, że dla mnie wakacje w Bułgarii były powrotem do przeszłości. Dotarliśmy do miejsc, w których byliśmy ponad dekadę temu – plaża kiedyś dzika, dziś jest zagospodarowana parasolkami i leżakami. 

 
Bułgaria - dzika plaża ponad dekadę temu
Bułgaria - ta sama plaża 2015


Poza tym niewiele się tu zmieniło. Samo wybrzeże ze swoimi skalistymi zatoczkami nadal jednak jest niezwykle piękne.

Bułgaria - Morze Czarne
Bułgaria - Morze Czarne
Bułgaria - Morze Czarne

 Migawki z wyjazdu na https://instagram.com/mysmallworlds/

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Powrót z Bułgarii przez Rumunię

Z wakacji w Bułgarii postanowiliśmy wrócić przez Rumunię. Droga przez Serbię mimo, że dobra nie zachwyciła nas (opis tu)  i postanowiliśmy spróbować alternatywnej trasy, przy okazji trochę zwiedzając.

Jadąc w kierunku granicy z Rumunią tylko fragment trasy (od Burgas)  jechaliśmy autostradą. Później głównie lokalnymi drogami, na szczęście prawie bez samochodów. Dodaliśmy do mostu na Dunaju, który stanowi naturalną granicę pomiędzy Bułgarią i Rumunią – wjazd na most jest płatny 2 euro. I tu, na moście zastał nas pierwszy korek – z powodu remontu mostu ruch był wahadłowy. Remont jest poważny  i wjazd do Rumunii przez tak zrujnowany most nie nastroił nas pozytywnie. 

Most na Dunaju


Formalnie granicę przekraczaliśmy w Giurgiu, poszło sprawnie, kolejka na klika aut. Zaraz po wjeździe do Rumunii, kupiliśmy winietę – za nieco ponad 14 zł - winieta na tydzień zapłacona w bułgarskich lewach.

Dobrej jakości, nową drogą dotarliśmy do okolic Bukresztu. Wjechaliśmy na zachodnią część obwodnicy i……. stanęliśmy w 10 km korku!!! Przez całą trasę w Rumunii cały czas napotykaliśmy podobne sytuacje, zwłaszcza gdy droga prowadziła przez miasteczka - korki, korki, korki. Drogi w górach  były bardzo kręte i często słabe jakościowo, widokowo jednak super.  Do miejsc które chcieliśmy dotrzeć (opiszę je innym razem) nie można było jednak dojechać autostradą. 


Rumunia droga przez góry

Rumunia droga w górach


Droga prowadząca  do granicy (kierowaliśmy się na Arad) jest częściowo autostradą (odcinek Sybin – Deva), ale później jest zdecydowanie gorzej – jest wąska i kręta. Jak wracaliśmy padał deszcz, jechało dużo tirów a minimalne były możliwości ich wyprzedzenia (albo zakaz, albo miejscowość z ograniczeniem do 50, albo zakręty). Zdecydowanie najgorszy odcinek trasy, najbardziej męczący i ciągnący się w nieskończoność. Po minięciu Arad do samej granicy (Nadlac) nie dojechaliśmy – stał tam ogromny korek, po 20 min bez ruchu odbiliśmy na Oradę.

Granice przekraczaliśmy w Varsand i była to najdokładniejsza kontrola w całej naszej podróży. Mimo, że Rumunia jest w UE nie jest stroną układu z Schengen, stąd przy wjeździe na Węgry kontrole graniczne. Nie było ruchu więc mimo szczegółowej kontroli poszło sprawnie. Na Węgrzech trochę się pogubiliśmy – byliśmy przygotowani na przekraczanie granicy w Arad. W pewnym momencie trafiliśmy na  polskie TIRy i jadąc za nimi wjechaliśmy na autostradę. Wiele nam to ułatwiło, tym bardziej, że nasze zmęczenie było już duże. Tym razem spory odcinek na Węgrzech jechaliśmy autostradą (w końcu wiem za co była węgierska winieta).



Potem Słowacja - winietę już mieliśmy, podobnie jak na Węgrzech (o winietach pisałam tu). Co do dróg słowackich nie zmieniłam jednak zdania. Granicę przekroczyliśmy w Piwnicznej. Nad ranem byliśmy w domu, wykończeni podróżą.



Pewnie mogliśmy wybrać lepszą  trasę ale zmiana miejsca przekroczenia granicy zamieszała w naszych planach a GPS na Węgrzech  nie zawsze powadził nas tak jak byśmy chcieli.



Jeżeli jeszcze kiedyś zdecydujemy się na przejazd przez Rumunię to na pewno inną trasą (z nadzieją, że jest lepsza), na ten  moment jednak uznaję, że trasa do Bułgarii przez Serbię jest lepsza i szybsza. 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Droga do Bułgarii przez Serbię – teoria i praktyka

Na urlop do Bułgarii postanowiliśmy jechać przez Słowację, Węgry i Serbię. Posiadaliśmy tylko wiedzę teoretyczną na temat tej trasy. Jechaliśmy wg wskazań google maps i GPS.  Jaka trasa jest w realu postaram się opisać

  • 1. Polska

Wyjazd z Krakowa w piątek punkt 21.00. Pierwszy cel podróży - przejście graniczne Chyżne. Ruch w kierunku Zakopanego całkiem spory jak na wieczór ale w końcu to wakacje i zapowiadała się piękna pogoda na weekend. Warunki jakie proponuje słynna „zakopianka” większość chyba zna, pomijam więc swój komentarz w tej kwestii. Poza korkiem na wylocie z Krakowa, drogę do granicy pokonaliśmy na szczęście bez niespodzianek. Tam tankowanie i zakup miesięcznej winiety na drogi w Słowacji (w kantorze obok stacji paliw – cena 70 zł – płatność kartą)  i ruszamy dalej.

  • 2. Słowacja 
I tu pierwsze rozczarowanie. Tylko 3 krótkie odcinki dróg płatnych tj. na których można szybciej pojechać. Poza tym kręta wąska droga przez las (w końcu to teren górski). Dwa razy drogę przecinają nam przebiegające lisy, zaliczamy mocne hamowanie.  To co jednak najgorsze to remonty na całej trasie – wiele odcinków z zerwaną nawierzchnią oraz ruch wahadłowy na każdym  mijanym moście (i nie tylko moście). Moje wrażenia zdecydowanie negatywne.

  • 3.  Węgry

Nie kupiliśmy winiety na drogi w Węgrzech  w Chyżnym, choć była taka możliwość,  musieliśmy więc znaleźć stację, by ją kupić. Jechaliśmy spory kawałek od granicy a stacji ciągle nie było, już zaczęliśmy się niepokoić. Po przejechaniu sporego odcinka stacja w końcu się pojawiła. Winieta (miesięczna) kosztowała tu taniej niż gdybyśmy ją zakupili w Polsce. Na stacji spotkaliśmy kilka samochodów z polskimi rejestracjami – było to potwierdzeniem, że stali bywalcy trasy wiedzą, że gdzie najlepiej kupić winietę. Cena winiety w przeliczeniu 65 zł – płatność kartą.

Co do samych dróg – cóż spodziewałam się lepszych, przynajmniej fragmentu autostrady. Drogi rozszerzają się wprawdzie co jakiś czas na dwa pasy (zwłaszcza pod górkę) ale liczyłam na coś więcej na płatnych odcinkach. Na szczęście jechaliśmy nocą więc ruch był niewielki i bladym świtem zgodnie z przewidywaniami stanęliśmy na granicy z Serbią.

Stanęliśmy a może lepiej powinnam napisać utknęliśmy. Mimo wczesnej pory korek był naprawdę spory – ok 2 godzin. Większość przekraczających granicę to Turcy na niemieckich blachach (sierpień to chyba wzmożony okres ich powrotów do rodzinnych stron na wakacje). Po męczącym oczekiwaniu bogatsi o nową pieczątkę w paszporcie ruszyliśmy dalej.

  • 4.   Serbia

Podróż przez Serbię odbywała się głównie w towarzystwie samochodów na niemieckich rejestracjach zdążających w kierunku Turcji.  Choć w Serbii na autostradzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 120 km/h, nie koniecznie było ono przestrzegane. Generalnie ruch na autostradzie odbywał się płynnie. Minęliśmy cztery punkty poboru opłat (dojazd do bramek bez korków) – w sumie zapłaciliśmy za nie nieco ponad 77 zł – wszystkie płatności kartą. To co było pozytywnego na trasie autostrady to zatoczki co klika km (raz małe innym razem całkiem spore), na których można było się zatrzymać, prawie każda z TOITOI. To co było negatywnego to roboty drogowe prowadzone bez wcześniejszych znaków ostrzeżenia. Zaliczyliśmy jedno ostre hamowanie gdy nagle przed nami wyrosła blokada pasa, co przy pędzących autostradą samochodach nie było bezpieczne. Trasa widokowo nudna – w 95% pola kukurydzy lub słoneczników. 

Pola słoneczników


Niestety autostrada w Serbii kończy się w okolicy Niszu. My dodatkowo trafiliśmy na sobotni targ w tej okolicy. Utworzył się sporty korek, na przedarcie się przez niego starliśmy sporo czasu. Po zjeździe z autostrady czekała nas wąska kręta droga. Początkowo była niezwykle urokliwa –  tunele, rzeka w wąwozie, wysokie zbocza, później jednak przeszła w zwykłą lokalną drogę. 

Serbia - droga od Niszu do granicy z Bułgarią

 
Serbia - droga od Niszu do granicy z Bułgarią

Po zjeździe z autostrady droga do granicy ciągnęła się. W końcu granica i znów korek, mniejszy wprawdzie niż na poprzedniej granicy ale straciliśmy tam ok 40 min. Po raz kolejny w tej podróży doceniliśmy układ z Schengen.

  • 5.  Bułgaria

Zaraz po przekroczeniu granicy kupujemy winietę (miesięczną), jest klika punktów po prawej stronie drogi, w których można ją zakupić – koszt 54 zł - płatność  kartą.

Od granicy do Sofii prowadzi droga  jednopasmowa. Przed Sofią skręcamy w lewo na obwodnicę (rondo w przebudowie). Standard drogi bardzo kiepski, zwłaszcza jak na obwodnicę stolicy państwa UE. Ze względu na jakość drogi nie pędzimy. W końcu wyjeżdżamy na autostradę w kierunku Burgas i w końcu jedziemy. Ruch stosunkowo niewielki - jest sobota popołudniu. W pewnym momencie  Turcy odbijają na Istambuł i komfort jazdy staje się jeszcze lepszy. Co jakiś czas mijamy duże zatoczki, na których można rozprostować kości i skorzystać z TOITOI. Na autostradzie jest  słaba infrastruktura,  mało stacji paliw i miejsc w których coś można zjeść. Wzdłuż całej autostrady jest 1x MacDonald, 1x KFC i 1x knajpa z burgerami  (tyle pamiętam), dużo wcześniej ich pojawienie się zapowiadają reklamy przy drodze. Mijamy samochody na polskich rejestracjach, z różnych części kraju. Podobnie jak w Serbii jadąc widzimy  głównie pola kukurydzy i słoneczników i tak docieramy do Burgas. W Bugras jedziemy na południe. Na miejsce docieramy po 23 godzinach jazdy (+ 1 godzina ze względu na zmianę strefy czasowej). Rozpakowujemy bagaże, zjadamy coś w pobliskiej knajpce (o cenach i jedzeniu napisze innym razem) i idziemy odpocząć a rano.....






Bułgaria - Morze Czarne

 
 W kolejnym  poście o tym jak wyglądał nasz powrót z Bułgarii przez Rumunię

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Bułgaria - tam i z powrotem - czyli urlop

Urlop w Bułgarii - dla mnie był to powrót do przeszłości - z dwóch powodów:
  • ostatni (i jedyny) raz byłam tam ponad dekadę temu
  • mam wrażenie, że czas tam zatrzymał się
O moich wrażeniach ale również twardych  faktach już niebawem.

A jak jest w Bułgarii pokrótce w fotorelacji na https://instagram.com/mysmallworlds/


Wakacje w Bułgarii


środa, 29 lipca 2015

Kraków średniowieczny - warto zobaczyć

Muzeum Historyczne miasta Krakowa przez całe wakacje organizuje cykl imprez weekendowych pt. "Średniowiecze da się lubić". Większość imprez wprawdzie odbyła się w lipcu ale i w sierpniu będąc w Krakowie warto z nich skorzystać, przy okazji zwiedzając m.in. wnętrze Barbakanu.

W soboty tematem przewodnim  jest "Życie w średniowiecznym Krakowie", a w niedziele - "Kraków w średniowiecznej Europie" (spacer + warsztaty). Sobotnie spotkania odbywają się w Barbakanie i dotyczą prezentacji różnych rzemiosł oraz pokazów sztuk walki oraz tańca - szczegółowy program.

Zwłaszcza ostatni weekend wakacji zapowiada się interesująco zarówno dla dorosłych jak i dzieci - w dniach 29-30 sierpnia odbędą się "Krakowskie dni rycerstwa – Turniej kwiatów". Już  w piątek wieczorem rozpoczynają się przygotowania do turnieju. W sobotę ok godz. 11.00 wyrusza spod Wawelu pochód pocztów rycerskich, który Droga Królewską ma dotrzeć pod Barbakan. Pod Barbakanem odbędzie się uroczyste przywitanie rycerzy i prezentacja bractw. Po wejście do budynku rozpocznie się turniej. Na początku przewidziane są pojedynki jeden na jeden. Wygrywający rycerz przekazuje kwiat pokonanego rywala swojej faworytce spośród dam dworu (będą siedzieć na honorowym podeście). Wygraną jest dama, która zbierze najwięcej kwiatów.


Moje osobiste skojarzenie motywu przewodniego turnieju to scena z serialu "Gra o tron"

"Gra o tron" - źródło

Po zakończeniu sobotniego turnieju planowana jest pokazowa biesiada z pokazem tańców i występami bardów.


W niedzielę cd imprezy w Barbakanie. Ponowna prezentacja bractw. Zaplanowany jest Turniej giermków z strzalniem z łuku oraz rzucaniem włócznią (wszystko z zachowaniem zasad bezpieczeństwa).

Poza tym przed Barbakanem odbywać się będą pokazy musztry a dla najmłodszych organizatorzy przedzieli konkurs.





środa, 22 lipca 2015

Kraków tanecznym krokiem

W Krakowie dwie duże imprezy związane z tańcem

1)  XVI Festiwal Tańców Dworskich

XVI Festiwal Tańców Dworskich - źródło
2) Fair Play Dance Camp 2015

Miejsca na obóz taneczny wg informacji podanej na stronie już zostały wykupione. 

Ale będąc w tym czasie w Krakowie warto skorzystać z  pokazów w ramach Festiwalu Tańców Dworskich, na które wstęp jest wolny. Przy okazji może zwiedzić Willę Decjusza.

Wieczorem w sobotę i niedzielę pokazy na Rynku Głównym, a w niedzielę od 21.00 Bal dla publiczności.

Szczegółowy program festiwalu.

wtorek, 30 czerwca 2015

Wakacyjna apteczka, czyli co zabrać na urlop z dzieckiem

Wakacje zaczęliśmy wysoką temperaturą a w konsekwencji kuracją antybiotykiem. Sytuacja ta przypomniała mi o konieczności uzupełnianie wakacyjnej apteczki. Okres letni niestety nie gwarantuje,  że unikniemy chorób.
 
Osobiście mam stałą listę leków, które zbieram na wyjazdy i trzymam się jej od lat. Ta  apteczka nie raz ratowała nas w opresjach - i to nie tylko dzieci ale również dorosłych. Choć wolałabym jej w ogóle nie wykorzystywać, jej posiadanie daje mi komfort, że tam gdzie jadę nie będę musiała szukać apteki, zwłaszcza gdy problem pojawi się wieczorem lub nocą. Większość z tych leków jest dostępna bez recepty i jest do wykorzystania później w domu.  


Moja apteczka
1. Nurofen forte dla dzieci - niezbędne! przeciwzapalny, przeciwbólowy i przeciwgorączkowy, lepsza wydajność w stosunku do zwykłego Nurofenu, co daje mniej do pakowania
2. Paracetamol w syropie - działanie jak wyżej, w przypadku wysokiej gorączki, którą trudno obniżyć można zamiennie stosować z lekami zawierającymi ibuprofen.
3. Czopki na gorączkę - w razie gdyby podanie leku w syropie było trudne (zbieram 2-4 czopków)
4. Probiotyk - w razie niestrawności, przydatny wszędzie tam gdzie jest inna flora bakteryjna (wyjazdy poza Europę)
5. Nifuroksazyd -  niezbędne!100 dla dzieci, 200 dla dorosłych  w razie biegunki
6.  Na zranienia - niezbędne! plastry, waciki "Leko" (mniej do pakowani w stosunku do całej butelki wody utlenionej), maść Tribotic (zawiera antybiotyk, działa przeciwbakteryjnie), dermatol (działanie przeciwbakteryjne, ściągające i wysuszające) oraz  stripy - "plastry zszywające" (świetne w przypadku głębszych ran)
7. Pudodrem - kojarzy się z lekiem na ospę, ale stosuje się również w przypadku innych wysypek
8. Clemastinum lub Calitine - na uczulenia, na to też zyrtec
9. Coś na ból gardła np. tantum verde lub lizaki dla dzieci 
10. Syrop (najlepiej sprawdzony)
12. Krople do nosa w razie kataru
13. No-spa
14. Furagina
15. Krople do oczu 
16. Maść na stłuczenia 
17. Coś na oparzenia (również te słoneczne)
18. Coś na ugryzienia, oraz preparat przeciw ugryzieniom - niezbędne!
19. W końcu proszki od bólu głowy dla dorosłych - niezbędne! 
20. Termometr - niezbędne!

Pewnie jeszcze by się coś do zabrania znalazło. Ale każdy sam musi zdecydować, co jest ważne i co zabrać a czego nie. Tak przygotowana apteczka mi osobiście daje komfort wypoczynku. 
 
Oczywiście nie odradzam wizyty u lekarza w razie poważniejszej sytuacji. Sama przed wyjazdem sprawdzam, gdzie w okolicy jest dostępny lekarz i spisuję adres i telefon, by mieć go „pod ręką” w razie potrzeby.

Najlepiej jednak by wakacje obyły się bez chorób i potrzeby korzystania z jakichkolwiek lekarstw, czego wszystkim życzę!